fbpx
Home Blog Gówniany kwantowy poranek- felieton #realife

Gówniany kwantowy poranek- felieton #realife

by Natalia Gmyrek
Natalia Gmyrek felieton- gówniany kwantowy poranek

              Zanim opowiem ci historię dzisiejszego poranka, muszę nakreślić kontekst sytuacyjny. Więc strzeż się, wszak jestem królową dygresji. Od dziś, czujność to twoje drugie imię.

              Wczorajszy dzień minął mi w bardzo depresyjnym nastroju. Miałam zdecydowany spadek formy, nie obyło się bez łez żałości, co niechybnie odbiło się na procesie zasypiania tego wieczora. Godzina 23: 00 przewracam się z boku na bok, drążę głębszą dziurę smutku i rozpaczy w mojej duszy, jakbym była swoim katem. I nakręcam się dalej, jak to nic nie idzie i wszystko jest beznadziejne. W takich sytuacjach, jest tylko jeden, jedyny lek na tym świecie! Mama! Łapię za telefon. Dzwonię.

-Halo?- słyszę zachrypnięty głos po drugiej stronie.
-Śpisz, mamo? – (to chyba jasne, że nie, przecież do mnie mówi) Potrzebuję pogadać!- haha uśmiecham się pod nosem i wyznaję, że katuję się negatywnymi myślami. Że zakopałam się już tak głęboko, że sama się nie wydostanę.
Nie będę szczegółowo opisywać przebiegu rozmowy, bo to temat na osobny felieton. Pointa była następująca:
-Pytania kwantowe. Poczytaj o nich. Zawsze, gdy dopada mnie niż kondycyjny, sięgam po pytania kwantowe. – tak mi poradziła mama. Zawsze czujna, odwróciła moją uwagę od zagrzebywania się w negatywach. Na wędkę mojej ciekawości zarzuciła przynętę w postaci pytań kwantowych. Oczywiście zaraz po skończonej rozmowie musiałam „wygooglować’’, co to są te pytania kwantowe.

              Nie zostawię cię bez słowa wyjaśnienia. Bo wiem, że zaraz zaczniesz „googlać” zamiast czytać dalej mój felieton. Trust me! Najlepsze przed tobą. Zatem pytania kwantowe, w dużym skrócie i uproszczeniu, są to pytania otwarte, które mają ogromną moc kreowania rzeczywistości. Współpracują z prawem przyciągania. Dla pełnego zarysu tematu, przykładowe pytania kwantowe to: Co dobrego mnie dziś spotka? Jakie mam możliwości? Jakie niespodzianki przyniesie mi wszechświat? Jakie wspaniałe przygody mnie dziś spotkają? Myślę sobie, dobra! Odrobię tę lekcję! Natychmiast zasnęłam ponieważ wyczytałam, że pytania kwantowe najlepiej zadawać sobie zaraz po przebudzeniu. Wtedy najlepiej nastrajamy się na nadchodzący dzień, bo mamy czysty umysł.

              Teraz, gdy to piszę, jest dokładnie godzina 10: 19, dwudziesty pierwszy dnia stycznia 2021r. „Wspaniały” piątkowy poranek, a ja już zdążyłam zebrać materiał, na tę historię! Więc zapnij pasy, zabieram cię na przejażdżkę moim bolidem zwanym #realife! Prawdziwy poranek z życia prawdziwej matki. Czyli mój!

              Wstałam o 5: 50, choć budzik nastawiony na szóstą rano. Oczywiście dzieciaki wstały przed nim, i zderzyłam się z serią pytań „do”.  Mamo śpisz? Am am. Mamo siku!  Dzisiaj jest wolne, czy idziemy do przedszkola? Kto mnie dzisiaj odbierze? A kupisz mi jajko niespodziankę jak będziemy wracać? Co na śniadanie? Ubierzesz mi skarpetki z McQeenem?… Właśnie minęło pięć minut z dzisiaj, a ja czuję jakby mój mózg przyjął szokującą dawkę elektrowstrząsów. Kawa niepotrzebna, i może dlatego jej nie pijam. Raz, że za nią nie przepadam, a dwa, że podobno matki piją zawsze zimną, więc hmmm, nie dzięki. Skierowałam swoje kroki do łazienki, zostawiając włączony budzik, bo chłopaki uwielbiają odsłuchiwać ten „radosny” śpiew ptaków o poranku. A ja – taktyczna Grażyna pomyślałam, że zyskam dwie minutki na SAMOTNĄ, romantyczną randkę z kibelkiem. Cóż, nie wyszło! Dokładnie pół minuty później do łazienki wleciały dwa koczkodany, tocząc walkę o jakiś najważniejszy resorak na świecie. Jeden z, pięćdziesięciu, jakie mamy na stanie, ale akurat ten był obiektem pożądania obu chłopców w tym momencie!

              Biorę głęboki wdech i trenuję swój stoicki spokój, wykonująć ćwiczenia, których nauczyłam się w „zakonie szaolin macierzyństwa”, dbając o to, aby tego poranka nikt nie zginął. Poranna toaleta, ubieranie, trzy razy zmiana skarpetek, śniadanie, pięć dokładek. Jeszcze tylko nastawić zmywarkę, spakować obiad do pracy, zabrać pampersy do żłobka, ciuchy na przebranie na gimnastykę, zabrać śmieci, ubrać buty, kurtki, czapki, szaliki i…- nie zapomnieć żadnego dziecka wychodząc z domu. Modlić się, żeby nie trzeba było skrobać szyb. Rzucam okiem na zegarek, mówię „nie jest źle”:- wstałam wcześniej, będzie spoko, dzisiaj się nie spóźnimy. To już coś! A w głowie wciąż zadaję sobie pytania kwantowe. Co dobrego mnie dziś spotka? Jakie mam możliwości? Jakie niespodzianki przyniesie mi wszechświat? Jakie wspaniałe przygody mnie dziś spotkają?

              Łapię za klamkę drzwi wyjściowych. Już mamy przekraczać próg, kiedy słyszę nagle:- mamoooo! Stasio zrobił kupę! Szlag! Ściągam kurtki, czapki, szaliki, ubłocone buty, pampers, mokre chusteczki (dzięki wszechlosie za pieluchy jednorazowe i mokre chusteczki! – i tak wiem, mamy luksusy, kiedyś tego nie było!) Dobra czas nie jest z gumy! Przewijanko, śmieci, ubieranie wszystkiego od nowa. Patrzę na zegarek, cholera! Biegniemy do windy! Dwójka dzieci, plecak do pracy, torebka, worek z ciuchami na gimnastykę Franka, worek z pampersami dla Stacha, worek ze śmieciami. Biegnę do kubła.- skup się kobieto, żebyś wyrzuciła do śmieci odpowiedni worek! Jest sukces! Biegiem do auta. Wyjeżdżam z miejsca parkingowego, bo przecież one są zaprojektowane dla „fit larw”, a nie dla pracujących matek z trzema torbami i dwójką dzieci. Nie ma szans na zapakowanie dzieci i gratów pomiędzy zaparkowanymi autami. Dobra. Nie narzekam.- dzięki wszechlosie, że mam auto! Pamiętam czasy, kiedy go nie miałam.

              Wyjechałam! Teraz tylko zapakować dzieci do fotelików i lecimy! Mhm, powodzenia. Franek właśnie brodzi adidasami w kałuży,- powstałej z roztopionego śniegu.
-Co Ty robisz?! Miałeś TU stać koło auta i czekać aż wyjadę! 30 sekund!- nie, no wcale się nie denerwuję- jestem oazą spokoju.  

– No wiem mamo, ale myślałem, że to lód. Byłem ciekawy! Mamo mokro mi w nogi!- (serio?)- -Wsiadaj do auta, w przedszkolu ubierzesz suche kapcie a popołudniu przywiozę ci suche buty. Dobra! Jeden zapakowany! Stasiek do auta! Wyobraź sobie scenę z dzikiego zachodu, podczas pojedynku. Ja patrzę na niego, on na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały. On już dokładnie wie, co zaraz nastąpi- więzienie fotelikowo samochodowe. Z śmiechem szaleńca rzucił się do ucieczki, w przeciwnym kierunku niż samochód oczywiście! Gonię małolata! W trakcie rozważam, czy go tylko oskórować, czy popuścić wodze fantazji nieco bardziej! Mam go! Rzuca się jak świniak, wydając z siebie równie wytworne odgłosy. Zapakowany! Punkt dla Gryfindoru! Jestem spocona jak wcześniej wspomniany zwierz. Jest 7:39 a ja do 8.00 muszę rozwieźć tych wytwornisiów do dwóch różnych placówek. Dam radę! Kto jak nie ja?

              Zamykam drzwi od strony Stacha i w tym właśnie momencie poczułam niesamowitą potrzebę odgazowania swojego organizmu. Dzielnie mi służy od rana, więc mu się należy. Babcia mówiła zawsze, że „na dworze dupa może”. Więc #yolo, szybki wiatr- i wsiadam do auta i lecimy do przedszkola i żłobka! Ale ale, nagle cały mój świat się zatrzymał, ciśnienie krwi wzrosło! Wszystko widzę w slow motion! Czemu? Ano temu, że waśnie poczułam, że to NIE BYŁ WIATR! Znasz to uczucie, kiedy zaczyna się rewolucja żołądkowa i nie ufasz już swojemu organizmowi, bo nie wiesz, co ci zaserwuje? Jasne, że znasz! Każdy zna, tylko nikt o tym nie mówi! W insta świecie też o tym nie piszą! Więc jest 7:41, stoję przy odpalonym samochodzie na środku parkingu z dwójką dzieci zapakowanych do fotelików i dokonuję chłodnej, acz nieco nerwowej kalkulacji! Czy zdążę pobiec do mieszkania się przebrać? Hmmm! Nie ma szans! Zmotywowana wizją pozostania z dziećmi cały dzień w domu, bo nie zdążę ich odwieźć do placówek, chwyciłam chusteczki, które na szczęście miałam w drzwiach auta. Ogarniam subtelnie sytuację. Wszak pamiętaj, że stoję za środku parkingu, a z trzech stron otaczają mnie bloki budzącego się osiedla! Chwytam pustą torebkę papierową po wczorajszej bułce słodkiej (dzięki wszechlosie za burdel w aucie!) i wrzucam do niej zdezelowane chusteczki ratunkowe. Poprawiam szybko ubranie. Szlag! Właśnie rozdarłam sobie rajstopy! Jeszcze tylko seria siarczystych przekleństw! – nagle przez myśl mi przebiegły pytania… Co dobrego mnie dziś spotka? Jakie mam możliwości? Jakie niespodzianki przyniesie mi wszechświat? Jakie wspaniałe przygody mnie dziś spotkają? Pytania kwantowe! Srowe! Nie kwantowe!

              Do przedszkola i żłobka zdążyłam. Do pracy dojechałam. Godzinę zajęło mi dojście do siebie. Jest godzina 11: 36, a ja śmieję się do siebie znad komputera, kończąc opowiadać ci historię mojego poranka. Siedzę przy biurku, popijam herbatę i w głowie zadaję sobie pytania: Co dobrego mnie dziś spotka? Jakie niespodzianki przyniesie mi wszechświat?

Od autora: żaden Gmyrek nie ucierpiał podczas zbierania materiału do powyższego felietonu.
Dobrego dnia!
Natalia Gmyrek

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Na przykład:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym,
  • Udostępnij go na swoich social mediach,
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to chwila, a dla mnie istotna wskazówka,
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco,
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie staram się codziennie dodawać nowe treści 🙂
  • Bądź ze mną w prywatnym kontakcie! Do moich subskrybentów wysyłam treści premium. Gwarantuję pierwszeństwo informacji i zero spamu.

You may also like

Leave a Comment

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić komfort użytkowania. Pewnie nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuj Czytaj

Zapisz się do newslettera

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).