fbpx
Home Blog Jak hejt zmienił moje życie- felieton #realife

Jak hejt zmienił moje życie- felieton #realife

by Natalia Gmyrek
jak hejt zmienił moje życie

Opowiem ci dzisiaj o bardzo trudnym dla mnie doświadczeniu. Jest to temat, który poruszałam do tej pory tylko z bliskimi. Zawsze,- gdy opowiadam tę historię,- słyszę, że powinnam mówić o niej głośno. Wiem, że może ona stać się siłą, inspiracją motywacją lub nauczką dla innych. Dlatego zdecydowałam się wrócić do tamtych wspomnień jeszcze jeden raz.

            Kiedy ludzie pytają mnie o przygodę w MasterChefie, zawsze obracamy się w sferze pozytywnych wibracji. Padają zawsze te same pytania: który z jurorów jest moim ulubionym, czy naprawdę nie wiemy, co będziemy gotować, czy czas przeznaczony na wykonanie zadania faktycznie jest taki, jak mówią w telewizji, itd? Rozmowa zmienia się w opowieść
o niesamowitej przygodzie, której nierzadko rozmówca mi zazdrości, -lub w niej podziwia. Nigdy za to nie rozmawiamy o cenie, którą musiałam za nią zapłacić. Dziś właśnie będzie o tej cenie. Cenie bycia na fali.

            Emisja programu szybko pokazała, że jestem jedną z barwniejszych postaci tej edycji. Głośna, zdecydowana, mówiąca zawsze to, co myśli. To cała ja. Nie miałam jednak kompletnie pojęcia, jak działa ta przysłowiowa magia telewizji. Jak montują sceny, po co wyrywa się wypowiedzi z kontekstu, i w końcu o co kaman z tym nakręcaniem oglądalności. Szybko stałam się rozpoznawalna. Sposób,-w jaki mówię, brzmienie głosu i wygląd sprawiły, że często nie mogłam przejść ulicą niezauważona. Na początku to było bardzo miłe. Z czasem stało się niezręczne np.,- kiedy ludzie zaczepiali mnie nawet podczas jedzenia w restauracjach. Ale naprawdę zawsze, gdy ktoś mnie zagajał twarzą w twarz, to były bardzo miłe i pozytywne konwersacje. Nigdy nie spodziewałabym się tego,- co nadeszło wraz z kolejnymi tygodniami emisji programu.

            Hejt zalał mój świat. A właściwie agresywnie go zaatakował. Wylewał się zewsząd, ale TYLKO w sieci. Nigdy nie spotkałam się z taką reakcją „face to face”, natomiast z internetu atakowały mnie okrutne rzeczy. Z początku były to agresywne i pogardliwe komentarze na facebookowej stronie programu. Następnie fala obrzydliwości wylewała się na forach internetowych. W porządku, słyszałam wielokrotnie: nie przejmuj się, nie czytaj tego itd. Łatwo się mówi, ale kiedy takie rzeczy padają pod twoim adresem, to jest silniejsze od ciebie. Zaczynasz czytać i zagłębiać się w te hejty, które ranią jak ostre noże wbijane w ciało. Nigdy, ale to nigdy nie wdawałam się w dyskusje. Miałam bliskie osoby, które stawały w sieci w mojej obronie. I wiesz co? To chyba jeszcze bardziej rozwścieczało moich hejterów. Bo nic tak nie wkurza, jak brak reakcji. Wkrótce zaczęłam dostawać wiadomości na PRYWATNE KONTA w social mediach. Wyzwiska, przekleństwa a nawet pogróżki pod moim adresem, bezpośrednio do moich skrzynek odbiorczych. Hejterzy zadawali sobie mnóstwo trudu, żeby mnie dręczyć. Ludziom nie podobało się to, że mam krzywe zęby, wielokrotnie czytałam, że mam zjebany głos, że w ogóle nie powinnam się odzywać. Że ch*ja wiem i nie wiadomo, co ja robię w tym programie. Padały obelgi w stronę mojej rodziny. Czytałam w wiadomościach bezpośrednio skierowanych do mnie, że nie powinnam się rozmnażać. Że moje dziecko i mąż mają przejebane. Że jestem suką, idiotką, że jestem nic nie warta, że powinnam zdechnąć. I tak to się ciągnęło tygodniami.

            Wiesz, że nigdy nie obejrzałam szóstego sezonu MasterChefa do końca? Od szóstego odcinka nie mogłam patrzeć na ten program. Już w piątek stres przyprawiał mnie o wymioty i rewolucje żołądkowe, gdy tylko pomyślałam, że nadciąga niedziela i będzie kolejny odcinek programu. Mój mózg łączył to wyłącznie z kolejną dawką hejtu, która na mnie spłynie. Nie wychodziłam z domu tygodniami. Nie odbierałam telefonów innych niż od kilku najbliższych osób. Nie działałam w social mediach, choć wszyscy mi mówili, że teraz jest moje pięć minut i powinnam „naparzać w internety”. Ja tego nie robiłam. Bałam się, że wyleje się na mnie kolejne wiadro pomyj. Tak! Bałam się! Dziś nie wstydzę się o tym mówić, już się nie boję. Ale wiesz, że gdyby nie kilka najbliższych osób, które wtedy ze mną były i dawały mi poczucie bezpieczeństwa, walczyły o to, żeby hejt mnie nie zmiażdżył, to dziś miałabym poważne problemy psychiczne? Z tego miejsca dziękuję mojej mamie, mężowi, Oli, Robertowi, Edycie, Patrycji i Jurkowi. Dziękuję, że o mnie walczyli i nie pozwolili mi się załamać. Jestem wdzięczna za to, że nauczyli mnie jak przekuć to, co mnie spotkało, w ogromną siłę. Choć wtedy czułam się malutka pod ciężarem tego hejtu.

            Zastanawiasz się może,- po co ci to opowiadam. Z wielu powodów. Może jesteś rodzicem. Czy wiesz jak wiele czasu dzieci dziś spędzają w sieci? Chcę cię zachęcić do rozmowy z twoim dzieckiem na temat przemocy w internecie i o hejcie. Możesz nie zdawać sobie sprawy jak wiele dzieciaków pada ofiarami takich sytuacji. I może Twoje dziecko jest po którejś ze stron? Dziś hejt w sieci jest przyczyną wielu samobójstw nastolatków. Umiejętność rozpoznania tych zachowań i radzenia sobie z nimi, to rzecz, której powinni uczyć w szkole. Być może tobie kiedyś zdarzyło się wylać na kogoś wiadro pomyj. Piszę to, żeby pokazać jak czuje się osoba po drugiej stronie. A może ty padłaś ofiarą takiej sytuacji. To piszę to szczególnie dla ciebie.

            Jak hejt zmienił moje życie? Odrobiłam swoją lekcję, musiałam to przepracować. Dzisiaj znam swoją wartość. Wiem,- co potrafię i co oferuję światu i na tym się skupiam. Nie chcę kusić losu, ale zaryzykuję stwierdzenie, że dziś ciężko byłoby mnie złamać po tym,- czego doświadczyłam. Wiem,- nie jestem królową subtelności, -jak mawia moja mama. Mam cięty język i walę prosto z mostu, nie owijam w bawełnę. W kontaktach jestem dość bezpośrednia. Jedni to we mnie lubią, inni nie. Ale zrozumiałam, że nikt nie ma prawa traktować mnie w taki sposób. Wiele mnie ta sytuacja nauczyła. Traktuję innych tak, jak sama chciałabym być traktowana. Kocham, doceniam, przytulam, jestem empatyczna i zanim ocenię, staram się zrozumieć.  Dziś już nigdy, przenigdy nie obsmarowałabym nikogo w sieci. Internetowe rozmowy prowadzę tak, jakbym rozmawiała z drugim człowiekiem twarzą w twarz. Czy wiesz, że istnieją ludzie zatrudnieni do generowania hejtów i wywoływania awantur w sieci? Nazywani są internetowymi trollami. Ich zadaniem jest wygenerować jak największy ruch w obrębie jakiegoś tematu. A przykra prawda jest taka, że nic ludzi tak nie nakręca, jak chęć „dowalenia komuś”. Wszak agresja rodzi agresję.

MasterChef otworzył mi wiele drzwi, nawiązałam ciekawe współprace. Doszłam bardzo daleko, dużo się nauczyłam, wiele spróbowałam. Moim marzeniem było dotarcie do półfinału w Australii. Tam też się znalazłam,- i w moich oczach jestem zwycięzcą. Lecz za tą historię zapłaciłam ogromną cenę. Czy dziś zdecydowałabym się na ponowny udział w programie? Tak, bo wyszłam z tego z ogromnymi pokładami wrażliwości, wiedzy i empatii. Czy żałuję? Absolutnie nie! To mnie uczyniło silniejszą, bardziej świadomą i uważną. Czy bolało? Cholernie! Czy było warto? Zdecydowanie!

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Na przykład:

  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym,
  • Udostępnij go na swoich social mediach,
  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to chwila, a dla mnie istotna wskazówka,
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco,
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie staram się codziennie dodawać nowe treści 🙂
  • Bądź ze mną w prywatnym kontakcie! Do moich subskrybentów wysyłam treści premium. Gwarantuję pierwszeństwo informacji i zero spamu.

You may also like

Leave a Comment

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić komfort użytkowania. Pewnie nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuj Czytaj

Zapisz się do newslettera

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).